w progu

W progu

Burza. Jedyna w swoim rodzaju. Światła w całej okolicy zgasły, wiatr przewracał śmietniki, zrywał kable, wyginał drzewa i wdzierał się do środka dając złowrogi koncert. Siedziałem na parapecie, bezpiecznie obserwując nieprzewidywalną naturę; tę samą, która potrafi zachwycić, olśnić i poprawić samopoczucie, a z drugiej strony wpędzić w depresję, przerazić albo zabić.

Na stole leżała sterta niewyprasowanych ciuchów. W kącie pety wysypywały się z popielniczki. Obok łóżka wegetowały brudne naczynia. Zaschnięty makaron, opakowania po czipsach, puszki, kubki i tak dalej. Cały czas grzmociło i błyskało, więc te obrazy intymnego chaosu – mimo wszystko – trafiały do głowy i robiły w niej jeszcze większy nieporządek. Poszedłem do kuchni i napiłem się wody z kranu. Wziąłem miotłę, zgarnąłem cały syf, wrzuciłem do worka i od razu poczułem się lepiej.
Ktoś zapukał do drzwi.

– Czy zechciałbyś porozmawiać o Bogu?
Popatrzyłem na mojego niespodziewanego gościa. Był przemoczony, w ręku miał ulotki Świadków Jehowych. Cały dygotał z zimna. Jego twarz była przerażająco zwykła.
– Wejdź, napijmy się kawy. Na lewo jest łazienka, osusz się. Ręczniki znajdziesz w szawce pod zlewem.

Suszył i suszył te włosy. W końcu wyszedł.

– Bardzo dobra kawa. Dziękuję.
– Proszę bardzo.

Zapadła niezręczna cisza, sobie tak siedzieliśmy przy świecy, której płomień rzucał niespokojne światło. Odpaliłem papierosa, chciałem go poczęstować, ale odmówił.

– Przytulne mieszkanie – odezwał się po pięciu minutach.
– Naprawdę? Płacę za nie grosze. Dwa lata temu gość w tej kuchni zadźgał swoją żonę, takim nożem jak tamten – wskazałem palcem. – Przebił ją na wylot, a potem podciął sobie żyły.
– Aha.
– Nie zapytasz, dlaczego?
– Dlaczego?
– Myślał, że jest bezpłodna. Bardzo chciał mieć dziecko. Starali się długo, no ale nie wyszło.
– Smutne.
– Smutny to może być deszcz za oknem. Powiem ci coś jeszcze. Jak ją tak kłuł tym nożem, to zabił też dziecko. Była w ciąży. Więc co masz mi do powiedzenia o tym Bogu, którego zostawiłeś przed progiem moich drzwi?
Burza przycichła. Wiatr ustał. Lało. Mocniej. Ściana deszczu.

Wyszedł.

  • Dobre, Sagi, bardzo dobre.
    Napisane wcześniej, ale pasuje do klimatu ostatnich dni(huraganowych). Ty, a może Ty jesteś jakimś meteorologiem-jasnowidzem?:P
    Podoba mi się klimat opowieści. Historia smutna. Sceneria, opis przyrody niezwykle podkreśla tragizm tego ludzkiego dramatu.

  • Podpisuje się rękoma i nogami pod komentarzem Alicji. Czekamy na więcej 🙂